Komputery Amiga
24 lipiec 1985 rok – każdy fan, zapomnianej już dzisiaj trochę marki Amiga, doskonale wie, co kryje się pod tą datą. To właśnie wtedy na rynku pojawił się pierwszy model komputera tej marki – Amiga 1000, wyprodukowany przez znaną firmę Commodore International. Może nie był najpopularniejszy czy najlepszy ale z pewnością stanowił świetną alternatywę dla drogich komputerów Apple i IBM. Było bowiem w zasadzie stać na niego każdego. Kochały go rzesze fanów gier, które to właśnie on zaczął popularyzować. Był, obok sprzętu Atari, idealnym narzędziem umilającym dzięki fascynującym grom.
Od tego wydarzenia minęło przeszło 25 lat. Marka, o której mowa w ostatnim czasie zapomniana i zrzucona na drugi plan, obecnie powraca na rynek. Dzieje Amigi zdają się po wielu burzliwych wypadkach zataczać koło. We wrześniu 2011 w sprzedaży pojawiła się nowa AmigaOne 500. W tym roku odbyła się także premiera modelu AmigaOne X1000. Obydwa komputery wykonane są w najnowszej technologii. Mankamentem jak to zwykle bywa w takich sytuacjach są to urządzenia stosunkowo drogie. Jeśli więc nie stać nas na zakup najnowszego komputera Amigi, musimy zdać się na działanie emulatora Amigi.
Najpopularniejsze typy komputera Amigi
Model Amiga 5oo był zdecydowanie najpopularniejszy ze wszystkich. Rewelacyjnie nadawał się do gier, wszelkiego rodzaju obliczeń czy edycji tekstu. Ponadto był tani i stosunkowo niewielkich rozmiarów. Komputer działał w systemie AmigaOS.
Amiga 2000 zaprojektowana i wykonana w Niemczech charakteryzowała się solidnością i trwałością. Niestety była droga i dużo większa od Amigi 500.
Amiga 500 plus cieszyła się dużą popularnością, ponieważ była mała i stosunkowo niedroga.
Amiga 3000 była dobrym jakościowo modelem ale wygórowana cena sprawiała, że mogli sobie na jej zakup pozwolić tylko nieliczni. Szybka i łatwa w obsłudze umożliwiała wykonywanie bardzo wydajnej pracy.
Kolejne komputery Amiga 600, 1200 i 4000 były coraz lepsze ale niestety nie do końca spełniły oczekiwania rynku i użytkowników.
Czy teraz będzie inaczej, czy może scenariusz się powtórzy?